Załóż bezpłatne konto Zaloguj się Zaloguj się przez Facebooka
Kalendarz studenta: Brak wydarzeń na dziś
Polecamy: Ograniczenie dostępu do świadczeń medycznych dla osób niezaszczepionych na Covid -19 w świetle Konstytucji
Z ostatniej chwili...
Sonda Na którą aplikację się wybierasz?

Słynne procesy: kradzież Moneta

4.9/5 z 12 ocen.
(kliknij w gwiazdkę aby ocenić)

Słynne dzieła sztuki są nie lada wyzwaniem dla współczesnych złodziejów. Nie zawsze jednak liczne zabezpieczenia i ochroniarze są w stanie uchronić wartościowe obrazy czy rzeźby. Tak też było w przypadku „Plaży w Pourville” znanego wszystkim Moneta. Co ciekawe przestępcą okazał się murarz posadzkarz pochodzący z Polski. Do kradzieży popchnęła go niezwykła miłość.

Słynne procesy: kradzież Moneta

Tajemnicze uczucie

 

Dlaczego kradnie się obrazy słynnych malarzy? Dlatego, że są po prostu niezwykle cenne. Oczywiście takie dzieło sztuki trudno sprzedać legalnie, jednak na czarnym rynku osiąga często niebotyczną cenę. Czasami zdarza się, że ukradziony obraz nie będzie w ogóle sprzedany, lecz trafi w ręce kolekcjonera, który nierzadko zleca dokonanie przestępstwa – po to tylko, aby móc cieszyć się niezwykłością swojego zbioru. Kradzieże są wreszcie podyktowane miłością – w tym jednak przypadku była to niecodzienna miłość.

 

 

Robert Zwoliński, murarz z Olkusza, złodziej jedynego obrazu Claude’a Moneta przechowywanego w Polsce. Podczas zeznań na sali sądowej przekonywał, że nie jest pospolitym złodziejem – ukradł przecież nie dla chęci zysku, lecz z miłości. Głębokie uczucie nie było skierowane jednak do żadnej kobiety, lecz do samego obrazu. Ten bowiem utkwił w pamięci sprawcy tak mocno, że ten nie mógł po prostu bez niego dalej żyć.

 

Obsesja artysty

 

Robert po raz pierwszy zobaczył obraz Moneta w poznańskim muzeum. Jak sam podkreślał „Kiedy po  raz pierwszy zobaczyłem ten obraz na własne oczy, to mnie wmurowało”. Obraz został namalowany w 1882 r. i był ostatnim z cyklu przedstawiającego francuską wieś. Murarzowi tak spodobała się plaża i błękitnie niebo artysty, że po powrocie do domu nie mógł nawet spać. Uwielbienie dzieła przerodziło się w obsesję, nie pomagały nawet zdjęcia obrazu zrobione podczas wizyty w muzeum. Od tej pory Robert miał tylko jeden cel w życiu – posiąść dzieło na własność.

 

18 września 2000 r. w poznańskim muzeum wydarzyła się rzecz niezwykła – zaginął obraz Moneta, jedyne płótno tego artysty w Polsce. Sprawca zamienił oryginał na niezbyt udaną podróbkę, jednak policja przez długi czas nie mogła odzyskać zaginionego obrazu. Wydawało się, że mamy do czynienia z kradzieżą doskonałą. W 2001 r. z powodu braku jakichkolwiek śladów, śledztwo zostało umorzone. Złodzieja złapano dopiero w 2010 r.  – co ciekawe przez byłą żonę i niedopatrzenie sprawcy.

 

Doskonały plan i wyrzuty sumienia

 

 

Murarz postanowił zdobyć miłość swojego życia bez względu na cenę. W tym celu pojechał do Krakowa i zamówił u ukraińskiego malarza kopię „Plaży w Porville” za 300 zł. Oczywiście za tak niską cenę nie można było żądać idealnej podróbki, kopia miała jednak wystarczyć na tyle czasu, aby złodziej bezpiecznie uciekł z oryginałem. Tak też się stało. Pozostawała jednak kwestia podmianki dzieła – w końcu w muzeum przebywają nie tylko zwiedzający ale także ochrona i inni pracownicy. Robert i tutaj znalazł jednak idealne rozwiązanie. Kilka miesięcy przed planowanym skokiem, zadzwonił do dyrektora poznańskiego muzeum i przedstawił się jako student ASP – poprosił o możliwość naszkicowania jednego z wystawianych obrazów – nie chodziło jednak o dzieło Moneta, lecz o obraz holenderskiego malarza, który wisiał dokładnie naprzeciwko „Plaży w Porville”. Dyrektor nie widział przeciwwskazań i pozwolił fałszywemu studentowi na szkic. W międzyczasie Robert poprosił o schematyczny szkic holenderskiego obrazu żonę swojego kolegi – sam nie umiał w ogóle rysować, a szkic potrzebny był do wypełnienia planu kradzieży.

 

Odpowiednie ubranie, sprzęt i Robert był gotowy na skok 17 września 2000 r. Ochoczo usiadł przed obrazem jakiegoś Holendra, rozłożył szkicownik i zaczął rysować. Natychmiast wzbudził tym zainteresowanie ochrony, wytłumaczył jednak, że ma pozwolenie dyrektora muzeum. Oczywiście po sprawdzeniu zezwoleń wszystko się zgadzało – 30 letni wówczas chłopak mówił prawdę. Pracownica nie dawała jednak za wygraną i regularnie sprawdzała artystę, na sztuce się co prawda nie znała, jednak czujności nigdy za wiele. Wszystko wyglądało jednak w porządku, szkic powoli powstawał, a Robert nie zakłócał porządku. Po skończonej pracy podziękował i zwyczajnie wyszedł – żaden obraz nie został nawet naruszony.

 

Tuż po powrocie do domu złodziej wyjął ukradzionego Moneta i przybił do ściany za szafą w przedpokoju. Był zbyt zestresowany, aby podziwiać dzieło i cieszyć się ze zwycięstwa. Następnego dnia w muzeum zaczęła się panika. Pracownica, która wcześniej kontrolowała Roberta i jego szkice zauważyła, że róg „Plaży w Pourville” odstaje od ramy. Zaalarmowała więc kustosza, który z przerażeniem stwierdził, że oryginał skradziono, a w zamian przyklejono bledszą kopię. Jak już było wspomniane, policja nie ustaliła sprawcy. W mediach spekulowano, że Monet został skradziony na polecenie arabskiego szejka, ukraińskiej mafii lub psychopatycznego rzezimieszka. Nikt nie miał pojęcia, że obraz znajdował się w Olkuszu, przez blisko 10 lat.

 

Roberta targały wyrzuty sumienia, dwa razy chciał przyznać się do kradzieży, ostatecznie jednak rezygnował. W międzyczasie poznał kobietę swojego życia i urodził mu się syn, trzeba jednak dodać, że wcześniej miał żonę, która go niestety zostawiła. Niestety Robertowi brakowało pieniędzy na życie, tym samym nie mógł opłacać alimentów pierwszej żonie, trafił więc w 2006 r. do policyjnej kartoteki. Dopiero jednak w 2009 r. jeden z funkcjonariuszy porówna odciski Roberta Zwolińskiego z odciskami znalezionymi na ramie ukradzionego obrazu z Poznania w 2000 r. Tak po nitce do kłębka dotarł do sprawcy kradzieży. Policja znalazła „Plażę w Pourville” za szafą w przedpokoju – prawa była prosta, złodzieja złapano.

 

Wyrok

 

Co ciekawe, Robert poczuł ulgę po tym, jak jego przestępstwo ujrzało światło dzienne. Przez 10 lat miał ogromne wyrzuty sumienia, jednak strach nie pozwalał przyznać się mu do winy. Na sali sadowej mówił, że bardzo by chciał, żeby ludzie widzieli w nim po prostu zagubionego człowieka, a nie pospolitego złodzieja.

 

A jak obraz został skradziony? Gdy pracownica ochrony muzeum stała przy Robercie, ten udawał że wykonuje szkic holenderskiego obrazu (za jego plecami znajdował się obraz Moneta). Gdy kobieta szła w inną stronę budynku, złodziej odklejał kawałek po kawałku „Plaże w Pourville” i szykował na podmiankę wcześniej zakupioną kopię od spotkanego w Krakowie Ukraińca. Po kilku godzinach takich działań, odkleił obraz i schował pomiędzy kartki papierów. Nie musiał obawiać się niespodziewanej kontroli ze strony pracownicy muzeum, ponieważ ta nosiła szpilki – gdy zbliżała się do Roberta słychać ją było na całym korytarzu.

 

Na początku lipca 2010 r. poznański Sąd Okręgowy skazał Roberta Zwolińskiego na 3 lata pozbawienia wolności. Sędzia podkreślił, że kradzież dzieła sztuki, która pozbawia tysiące innych miłośników szansy na  obcowanie z nim, jest karygodna. Wyrok mógł być o wiele bardziej surowy, ale na korzyść Roberta przemówiło to, że jego działanie nie wynikało z niskich pobudek, lecz z dziwnej aczkolwiek prawdziwej miłości.

Data: 28.11.2014 07:42
Autor/źródło: Rodzeń Rafał
Kategoria: Prawo
Słowa kluczowe: proces, słynny proces, kradzież obrazu, kradzież Moneta, Monet
wydrukuj

WASZE KOMENTARZE

® 2011 - 2021 SerwisPrawa.pl sp. z o.o. Korzystanie z portalu oznacza akceptację regulaminu.