Załóż bezpłatne konto Zaloguj się Zaloguj się przez Facebooka
Kalendarz studenta: Brak wydarzeń na dziś
Polecamy: Najbardziej pożądane zawody na rynku pracy w 2021 roku
Z ostatniej chwili...
Sonda Na którą aplikację się wybierasz?

Zabawa w kotka i myszkę – na ile można ograniczyć tzw. przestępczość okołoprostytucyjną

1/5 z 1 ocen.
(kliknij w gwiazdkę aby ocenić)

Nie bez przyczyny prostytucję określa się mianem najstarszego zawodu świata. Była, jest, będzie. Na to nie poradzi nikt. Pytanie tylko, na ile można ograniczyć tzw. przestępczość okołoprostytucyjną – czerpanie zysków z nierządu, handel żywym towarem itd.?

Zabawa w kotka i myszkę – na ile można ograniczyć tzw. przestępczość okołoprostytucyjną

400 tys. wizytówek reklamujących usługi seksualne zarekwirowanych w jednej z warszawskich agencji towarzyskich – to swego rodzaju rekord, ale i przykład skali zjawiska, o jakim mowa. 20 lat temu agencje towarzyskie w Warszawie zatrudniały więcej osób niż jakikolwiek legalny pracodawca. W największym wówczas działającym zakładzie – Hucie Lucchini – pracowało około 10 tys. ludzi. Panienek, przy ostrożnych szacunkach, było o 2–3 tys. więcej. W centrum miasta nie sposób było choć na chwilę zaparkować, by nie mieć wetkniętych za wycieraczkę wizytówek reklamówek z „dziewczynkami”.


Działania wzmożone
Po 2005 roku sytuacja nieco się zmieniła. Śp. Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy, domagał się od stołecznej policji wzmożonych działań przeciwko agencjom towarzyskim.


– Polegały one na częstszych kontrolach w agencjach i sprawdzaniu, kto tam przebywa, czy dziewczyny trudniące się prostytucją robią to z własnej woli, czy są do tego przymuszane – mówi oficer z Wydziału Kryminalnego KSP. – Z reguły agencje reklamowały się jako salony masażu, dlatego w kontrolach brali też udział urzędnicy ratusza, którzy sprawdzali, czy lokal jest zarejestrowany jako miejsce wykonywania działalności gospodarczej, ma odpowiednie wyposażenie. Tego rodzaju działania przyniosły pewne rezultaty, choć nie do końca zgodne z oczekiwaniami. Liczba agencji zmniejszyła się z około 120 do mniej więcej 90 obecnie i większość z nich nie reklamuje się już tak nachalnie, jak wcześniej, ale nie oznacza to, że udało nam się w Warszawie ograniczyć zjawisko prostytucji.


Prywatki
Część agencji towarzyskich pozostała wierna ulotkom, ale obecnie podstawowym sposobem reklamowania się są ogłoszenia na portalach internetowych. Zniknęły z okien czerwone zasłony, a z drzwi i domofonów serduszka.


– Można powiedzieć, że właściciele agencji wyedukowali się i zaczęli prowadzić „biznes” w inny sposób – mówi oficer Wydziału Kryminalnego KSP.


Oprócz tradycyjnych agencji towarzyskich, zatrudniających po kilka dziewczyn i czynnych praktycznie całą dobę, pojawiły się tzw. prywatki, czyli mieszkania oficjalnie wynajmowane przez 2–3 prostytutki już nie jako salony masażu, a prywatne lokale. Wystrój wnętrz jest odmienny – ma nasuwać skojarzenia z przytulnym kątkiem, a nie z zamtuzem. Dziewczyny pracują zwykle między 10.00 a 22.00, by klienci nie zakłócali ciszy nocnej. Umawiają się przez telefon, ale numer mieszkania podają dopiero po kolejnym telefonie, który klient wykonuje już przed klatką schodową. Jeśli dziewczyna uzna, że coś nie gra, po prostu odmawia. To sprawia, że „prywatki” nie rzucają się tak w oczy, jak agencje towarzyskie. Niejednokrotnie mieszkańcy bloku nie zdają sobie sprawy z tego, czym zajmują się ich sąsiadki.


Wiedza jest, dowodu brak
Także Policji trudniej skontrolować, co dzieje się w takim mieszkaniu.


– Zdajemy sobie sprawę, że prostytutki z „prywatek” nadal opłacają się swoim „opiekunom”, ale udowodnienie tego jest jeszcze trudniejsze, niż miało to miejsce w przypadku agencji towarzyskich – mówi oficer Wydziału Kryminalnego KSP. – W agencjach można było czasami znaleźć notatki z rozliczeniami i na tej podstawie próbować doprowadzić do oskarżenia osób czerpiących zyski z prostytucji, choć prokuratorzy odnosili się do takich dowodów z rezerwą i pewno wystarczyłoby palców obu dłoni do policzenia spraw, w których dochodziło do oskarżenia. W przypadku „prywatek” nawet o tym nie ma mowy. I dziewczyny, i „opiekunowie” stali się ostrożniejsi. Nie mamy prawa do zastosowania prowokacji, zatem jedyną możliwość udowodnienia czerpania zysków z prostytucji mamy wówczas, kiedy osoba biorąca udział w procederze, a więc dziewczyna czy telefonistka, z jakichś przyczyn zechce mówić. Ale to się praktycznie nie zdarza, a nawet jeśli już, to za kilka dni taka osoba odwołuje swoje zeznania. Sytuacja przypomina zabawę w kotka i myszkę.


Sposób ogłaszania się w internecie (jedna dziewczyna dysponuje kilkoma telefonami) oraz szybkość, z jaką prostytutki zmieniają miejsca pobytu (mieszkania na „prywatki” wynajmowane są góra na kilka miesięcy) sprawiają, że trudno nawet określić, ile kobiet w Warszawie trudni się obecnie najstarszym zawodem.


– Wiemy natomiast, z jakich województw najczęściej przyjeżdżają do Warszawy: podlaskiego, lubelskiego, śląskiego, podkarpackiego – mówi oficer Wydziału Kryminalnego KSP. – Zmieniły się też proporcje narodowościowe. Dawniej około 60 proc. prostytutek w Warszawie stanowiły kobiety ze Wschodu, głównie z Ukrainy, Białorusi, Bułgarii. Teraz przeważają Polki.

Data: 05.04.2012 09:00
Autor/źródło: Policja 997
Kategoria: Prawo
Słowa kluczowe: prostytucja, agencje towarzyskie, domy publiczne, ulotki, policja, handek żywym towarem, przestępczość
wydrukuj

WASZE KOMENTARZE

® 2011 - 2021 SerwisPrawa.pl sp. z o.o. Korzystanie z portalu oznacza akceptację regulaminu.